Losowe zdjęcie

sta60033

Ostatnie posty

Manetki Sram X.9 Gripshift - test użytkowy

Dane techniczne:
- Cena: ok. 180zł
- waga: 195g / para z linkami
- ilość biegów: 8 lub 9 tył
- kompatybilne tylko z przerzutkami Sram Esp 1:1
- ilośc biegów przód: 3 (Microindex), dowolny typ przerzutki.
- Krótki grip o długości 50mm

W poprzednim artykule napisanym przeze mnie, dotyczącym manetek obrotowych Sram MRX, wspomniałem, że wkrótce może pojawić się kolejny tekst, tym razem opisujący sprzęt ze zdecydowanie wyższej półki, jak i będący znacznie bardziej zaawansowanym technicznie.
Takimi niewątpliwie są manetki Sram X.9

Grupa X.9 to po X.0 druga w kolejności najwyższa grupa osprzętu tej firmy. Jest ona traktowana jako odpowiednik konkurencyjnego Shimano Deore XT. Manetki, jak prawie każda część tej firmy są zbudowane z wykorzystaniem Grillonu. Zrobiony z niego jest cały korpus. Część obrotowa manetki również jest zrobiona z tworzywa sztucznego, na którą naciągnięta została gumowa nakładka. Niestety nie miałem do tej pory okazji podziwiać ich budowy wewnętrznej, aczkolwiek sądząc po charakterystyce pracy, wykorzystanych zostało trochę więcej części metalowych, niż w przypadku MRX'ów. Mając w rękach manetkę MRX oraz X.9 od razu widać różnicę w budowie. X.9 jest nieco cięższa, sprawia wrażenie dużo solidniejszej. Kolejna różnica to kształt obejmy. MRX jest mocowana za pomocą śruby z gniazdem imbusowym, w rozmiarze 2,5. Śruba ta bezpośrednio dociska się do kierownicy co powoduje unieruchomienie manetki. Ma to jedną i podstawową wadę – niszczenie powłoki lakieru na kierownicy oraz co ważniejsze, w przypadku mocniejszego wkręcenia może powstać wgniecenie w kierownicy. Kierownica wykonana z włókna węglowego mogłaby nie wytrzymać kontaktu z takim rozwiązaniem. W przypadku X.9 zastosowano standardową obejmę, która zaciska się na całym obwodzie i nie ma możliwości punktowego nacisku na powierzchnię kierownicy. W przeciwieństwie do MRX'ów X.9 są skręcone w jedną całość i bez odkręcania śrub nie ma możliwości zaglądnięcia do środka. MRX natomiast nie są skręcone żadnymi śrubami, a wymiana linki wymaga oddzielenia od siebie obrotowej rękojeści od korpusu.

Montaż
X.9 podczas zakładania nie różnią się niczym szczególnym. Są skonstruowane w ten sposób, że linki są prowadzone pod klamkami hamulców. Dzięki temu kokpit roweru nie jest przepełniony zbędnymi akcesoriami. Przesiadając się z manetek cynglowych należy pamiętać, że może być konieczne skrócenie chwytów kierownicy, lub wymiana ich na krótsze. Sram oferuje specjalne krótkie chwyty, są całkiem wygodne, wykonane z miękkiego materiału i idealnie współgrają kolorystyką i kształtem z manetkami. Na pochwałę zasługuje mocowanie linki. Aby ją wymienić, wystarczy odpiąć gumową zaślepkę, wyjąć linkę, a potem włożyć nową. Należy przy tym wyzbyć się obaw, że można ją urwać, gdyż gumka ta jest dość mocno osadzona. Ponieważ przerzutki Sram'a nie posiadają śruby baryłkowej do regulacji naciągu linki, po zamontowaniu zwróciłem uwagę na śrubę która jest przy manetce. Będąc przyzwyczajonym do rozwiązań Shimano, gdzie śruba regulacyjna działa w bardzo miły i przyjemny sposób, w przypadku Sram'a trochę się zawiodłem. Śruba działa w znacznie mniej kulturalny sposób. Wynika to na pewno z plastikowej konstrukcji. Jest to mały szczegół, który jednak nie wpływa na ogólną jakość manetek. Nic mi nie wiadomo również o niskiej trwałości tego rozwiązania.

Działanie
Jedną z charakterystycznych cech manetek typu Gripshift, którą można zaobserwować już podczas testów „na sucho” jest głośna i brutalna zmiana biegów. Nie inaczej jest po ich zamontowaniu. Manetki te dzięki swojej prostej konstrukcji działają również bardzo szybko. Szybkie zrzucanie biegów na niższy, nasunęło mi skojarzenie z krótką serią oddaną z karabinu maszynowego – jest głośno, szybko, ale i precyzyjnie. Manetki będąc w stanie nowości, działają nieco zbyt ciężko, jednak po kilkuset kilometrach, opór jaki stawiają maleje.

Rzecz o której nie można nie wspomnieć opisując te manetki to możliwość zmiany biegów o kilka naraz jednym ruchem dłoni. Wystarczy do tego szybki obrót, a nie jak w przypadku manetek z dźwigienkami kilkukrotne „pstrykanie”. To zaleta wszystkich manetek obrotowych.
X.9 pod względem szybkości zmiany zarówno o jeden jak i o kilka biegów jednocześnie wypada bardzo dobrze. Na pewno niczym nie ustępuje konkurencji z Japonii (Deore XT), a także X.9 w wersji Trigger.

Kilka słów należy również poświęcić rozwiązaniu o nazwie Microindex. Dotyczy ono lewej manetki obsługującej przerzutkę przednią. Nie ma tutaj konwencjonalnego 3-biegowego indeksu, w jego miejsce zastosowano płynną regulację, dającą możliwość jazdy z przełożeniami niemożliwymi do osiągnięcia ze zwykłymi manetkami. Można na przykład jechać na największej zębatce z przodu i największej z tyłu, wystarczy odpowiednio ustawić wodzik przerzutki przedniej tak aby nie ocierał o łańcuch. Oczywiście powszechnie wiadomo, że nie wskazana jest jazda gdy łańcuch jest ustawiony zbyt skośnie względem osi roweru. Wpływa to na większe zużycie elementów napędowych roweru. Podczas codziennej eksploatacji Microindex jes przydatny wtedy, gdy przerzutka przednia nie do końca daje się wyregulować tak jak byśmy tego oczekiwali. Wcześniej wspominałem o płynnej regulacji pozycji przerzutki. Nie jest to do końca zgodne z prawdą, gdyż podobnie jak manetka obsługująca przerzutkę tylną, manetka z Microindexem, działa głośno. Do wykorzystania jest 9 pozycji. Pozycja 1 lub 2 umożliwia jazdę na najmniejszej zębatce korby. Jazda na środkowej tarczy z przodu odbywa się zwykle na 5 pozycji, a na największej na 8 lub 9.

A jak mają się X.9-tki do innych manetek obrotowych tego producenta? Inaczej niż w przypadku Shimano, najwyższe grupy manetek Gripshift nie różnią się od siebie zarówno pod względem działania, jak i budowy wewnętrznej. X.7, X.9 oraz X.0 działają w identyczny sposób. Jakie więc są różnice? Na pewno wizualne. Każda z nich ma inne kolory, i rzecz jasna logo. Kolejna różnica to kształt gumowej rękojeści. X.7 ma najmniej agresywny kształt. Zbliżony do niej jest X.9 którego rękojeść jest bardziej wypukła i ma kształt sześciokątny. X.0 ma najbardziej agresywny kształt. Na manetce są dwa rzędy wypustek które zwiększają przyczepność do dłoni. Mimo stosunkowo niewielkich różnic, rozbieżność cenowa jest zauważalna. X.7 na dzień dzisiejszy można zakupić za około 150zł, za X.9 przyjdzie zapłacić około 180zł, natomiast komplet nowych X.0 to wydatek przynajmniej 230zł.
Na koniec warto wspomnieć, że gumowe nakładki są wymienne, dlatego po ich zużyciu jest możliwość zakupu nowych. Dotyczy to głównie osób, które rocznie przejeżdżają dziesiątki tysięcy kilometrów. Niestety dostępność tych zamienników jest ograniczona, a cena dość wysoka.

Podsumowanie
X.9 to manetki dla ludzi którzy nie uznają kompromisu. Nadadzą się do zawodowego ścigania jak i niedzielnych przejażdżek. W każdych warunkach zapewnią niemal idealne zmienianie biegów, są przy tym szybkie i niezawodne. Waga zachęca do zakupu również tych którzy liczą w rowerze każdy gram. Sram nie zapomniał także o zwolennikach przerzutek Shimano. Oferowane są modele Attack i Rocket, działające w systemie 2:1. Pod względem technicznym od manetek X.7, X.9 i X.0 różnią się tylko ilością linki, która jest ciągnięte przez manetkę, oraz ciaśniejszym ułożeniem skali na wyświetlaczu.

Plusy:
+ Niska masa
+ Fenomenalna szybkość zmiany biegów
+ Microindex
+ Łatwa wymiana linki

Minusy:
- Zła praca śruby regulacyjnej
- Głośna praca (dla mnie jest to akurat zaleta)
- W porównaniu do konkurencji zbyt duża ilość tworzywa sztucznego.



BARDZO DOBRE , TRUDNO


BARDZO DOBRE , TRUDNO DOSTĘPNE , BO SIĘ NIE SYPIĄ, A WERSJA JEST LIMITOWANA


Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem czy robotem spamerskim?
(minus two) * one =
Solve this math question and enter the solution with digits. E.g. for "two plus four = ?" enter "6".



Ostatnie komentarze